Dowiedziała się jakiś czas później. Gdy po odwiezieniu

- Nie przebieram się do kolacji. I zamierzam zjeść ją tutaj. Sama. Nie mam ochoty siedzieć przy stole z księciem. Ani z... Ingrid.
- Czy ty teraz też już jesteś mądrym Poszukiwaczem Szczęścia? -spytał Mały Książę patrząc Pijakowi prosto w
Zatrzymali się pod najbardziej luksusowym hotelem w Sydney. Umundurowany portier otworzył drzwiczki li¬muzyny, zgiął się w ukłonie przed księciem i łypnął podej¬rzliwie na Tammy. Ona z kolei patrzyła na gruby czerwony chodnik prowadzący do wielkich szklanych drzwi, na bijące po obu stronach wejścia niewielkie fontanny, na widoczne w głębi holu kryształowe żyrandole i stojący na podeście fortepian. Ze środka dobiegały dźwięki preludium Chopina. I to miało być odpowiednie miejsce dla kilkumiesięcznego dziecka? Jego Wysokość ewidentnie nie miał problemów finansowych, ale chyba brakowało mu wyobraźni...
- Rozumiem - powiedziała Róża.
Ja też się z tego cieszę - szybko i bardzo ciepło dodał Mały Książę. -
Wciąż jeszcze zwyciężała w niej siła woli, ale pokusa atakowała coraz mocniej, nadwątlając wszelkie postanowie¬nia. Na szczęście Mark podniósł głowę. Na widok jej błęd-nego spojrzenia zaklął ponownie.
Faktycznie, czemu miałaby źle życzyć Ingrid albo ja¬kiejkolwiek innej kobiecie? Żadna nie mogła z nią rywali¬zować, żadna nie mogła się z nią równać, pomyślał.
- Przepraszam - wydusiła w końcu z siebie Tammy. - Nie powinnam była.
Tak, oczekiwał jakiejś wykrętnej odpowiedzi. Czego in¬nego można spodziewać się po kobiecie, która nie przyje¬chała na pogrzeb siostry ani nie zainteresowała się osiero¬conym siostrzeńcem? Gdyby nie przepisy, Mark w ogóle nie chciałby jej widzieć, tylko natychmiast zabrałby małego do kraju. Na samą myśl o tym, jak zaniedbano Henry'ego, ogarnęła go wściekłość.
- Tak, ostrzeżenie. Żebym żył mądrzej. Zacząłem sobie wyobrażać, że już jestem kimś. A jak komuś wydaje się, że
- Naprawdę umiałbyś zaopiekować się dzieckiem?
- Bo wśród tych róż nie było ciebie. Ty jesteś...
Latarnika, Geografa oraz na Ziemi. Ptaki przylatywały nie wiadomo skąd, a potem odlatywały w sobie tylko
- On chyba tak naprawdę nie wstydzi się tego, że pije.

- Panno Tyler? - ponaglił.

- Oczywiście. Sam po nią pojechałem i przywiozłem ją do Broitenburga na pogrzeb.
- W takim razie zejdźmy na dół, zanim spróbuje ją zjeść! - Zaśmiała się przez łzy.
- Nie wiem... - głos Róży był przesycony niepewnością, lecz pozbawioną lęku. - Nie wiem nawet, czy będziemy

Widząc ogromne zawstydzenie Róży, Mały Książę pochylił się i złożył na jej płatkach długi delikatny pocałunek.

- Och! - wykrzyknęła z zachwytu. - Spójrzcie na to! Czy
Postanowiłam... - zawahała się przez moment - rozstać się
to być zbyt ważne.

Zatkało ją na moment.

Z radością odkryła, że koperta nadal była zaklejona. Nie
R S
najwaŜniejszy był inny problem: zbadanie okoliczności, w jakich dokonano aktu